Gospel Lao Che – subiektywna nierecenzja

Jesteś zły na Boga? Nie chce Ci się z nim gadać i masz dość życia w duchowo-mentalnym rozszczepieniu? Masz wrażenie, że ciągle pod górę i wszystko nie tak? Chcesz się wykrzyczeć, rzucić wszystko w cholerę? Jeśli tak, dobrze ci radzę – koniecznie włącz tę płytę.

Kapitalne dźwięki, przy których nogi chodzą same. Zaskakujące i trafiające w sedno teksty. Rewelacyjne aranżacje i żonglowanie słowem. Polemika ze Stwórcą i wewnętrzne spięcia człowieka Spiętego, człowieka wiary. Gorzko, szczerze i bez owijania w bawełnę. Gospel – kompozycja przemyślana w każdym calu.

Jesteś Wszechmogący! Więc JAK mogłem obrazić Cię następującymi grzechami? – to początek Hydropiekłowstąpienia, jednego z najlepszych utworów Gospel. Takich smacznych kąsków rozżalenia i goryczy na płycie znajduje się więcej. Jeśli masz w tym frajdę, aby rzeczy gmatwać, to mi teraz, za tę moję krzywdę zapłać. Bóg zapłać! lub Chyba za dużo Ty na siebie bierzesz. Źle sypiasz, mamroczesz coś o jakimś niebie (…) Chrystian, daj spokój, nie warto się wychylać! Nie raz przez zaciśnięte zęby cedziłam słowa tych piosenek, modliłam się nimi, kiedy nie było mnie stać na nic innego. Co na to Bóg? Jestem przekonana, że uśmiechał się od ucha do ucha. Tak właśnie, nie inaczej. Bo moje pretensje i problemy nie były wcale najważniejsze. Najważniejsze, że On tam był. W tych wszystkich złościach i goryczach. W obrażaniu się na niego, we frustracjach i aktach oskarżenia. Był. I w utworach Gospel też jest, niezwykle wyraźnie.

Teksty Spiętego to nie tylko rozrachunek z Bogiem, ale przede wszystkim – z sobą i drugim człowiekiem. Ze świecką, przyziemną mentalnością, nierealnymi wymaganiami, ocenianiem innych, zazdrością, gniewem, brakiem wiary. Z obecnym wszędzie konsumpcjonizmem i postawą roszczeniową. I niech to będzie moje, niech będzie słodkie i kolorowe (…) i niech to dla mnie i tylko dla mnie będzie błyskać i migać. I żeby zawsze to wszystko było blisko i żeby nigdy nie trzeba było się po to schylać. Daj mi!

Słuchanie Gospel boli, ale to dobry ból. Oczyszczające katharsis, rachunek sumienia, niekomfortowo szczera spowiedź. Żal i bunt – nie przeciwko Niemu, ale do Niego. Bezczelne i prawdziwe błaganie Go o ingerencję, o znak. Desperackie żądanie Jego odpowiedzi i Jego obecności. Wtedy przychodzi.

Bóg chce, abyśmy rozpaczliwie Go pragnęli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *