Wiem, jaki smak ma grzech

Kiedyś taka nie byłaś – usłyszałam niedawno od znajomej. Rzeczywiście, trudno się z tą prawdą nie zgodzić. Ludzie z natury mają to do siebie, że z czasem się zmieniają i nic w tym dziwnego. W moim życiu doszło jednak do pewnego przełomowego zdarzenia, którego nie mogłam przeoczyć – poznałam Boga. Takiego, jakim Jest. I wszystko się zmieniło.

Może myślisz, że chrześcijaninem jest się od zawsze. Że wyrastamy z ruchów oazowych, katolickich stowarzyszeń młodzieży i innych dewocyjnych grupek. Że w naszych rodzinnych domach jest tylko pokój i dobro, miłość i radość. Że wszystkie wakacje i wolne dni zawsze spędzaliśmy na pielgrzymkach, rekolekcjach i wzrastaniu w wierze. Że nie znamy grzechu prawdziwego kalibru. Że mamy przeszłość usłaną różami, a zamiast mleka dostawaliśmy w butelce Słowo Boże. Cóż. Nie masz pojęcia, jak bardzo się mylisz.

Większość zadeklarowanych i nowonarodzonych chrześcijan dobrze wie, co to znaczy być daleko od Boga i jaki smak ma grzech – a lista jest naprawdę długa: pycha, chciwość, gniew, zazdrość, lenistwo, egoizm, nienawiść, pobicia, kradzieże, zabójstwa, pornografia, seks, masturbacja, pijaństwo, narkotyki, papierosy, pogarda, zemsta, prostytucja, wyuzdanie, wróżbiarstwo – i można tak jeszcze dalej. Wystarczy posłuchać kilku świadectw – a ja to uwielbiam – aby przekonać się, jak bardzo Jezus zanurkował w bagnie ludzkich słabości, by wydobyć każdego po kolei. Jak wielkie są Jego miłosierdzie i łaska.

Złożyłem w Panu całą nadzieję;
On schylił się nade mną
i wysłuchał mego wołania.
Wydobył mnie z dołu zagłady
i z kałuży błota,
a stopy moje postawił na skale
i umocnił moje kroki.

Ps 40, 2-3

Po realnym, żywym, osobistym spotkaniu z Jezusem nie da się być takim samym człowiekiem. Po prostu nie da. Każdy, kto tego doświadczył, wie doskonale, o czym mówię.  Świat wywraca się do góry nogami i wszystko zyskuje zupełnie inną perspektywę. Nagle słowa Już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus (Ga 2, 20) oraz to, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe (2 Kor 5, 15) nabierają rzeczywistego znaczenia. Zmieniają się wartości i cele, postrzeganie relacji, rzeczy materialnych, samego siebie i bliźniego. To tak, jakby spadło się drugi raz w to samo miejsce – ale z nowym duchem, ciałem i nowymi oczami.

Jezus odpowiedział: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha».

J 3, 5-8

Dopiero od dwóch lat z kawałkiem wiem, jak to jest. Choć wcześniej chodziłam do kościoła i myślałam, że się modlę – nie miałam pojęcia, co to znaczy mieć relację z Bogiem. Ba, zaliczyłam nawet rekolekcje i pieszą pielgrzymkę do Częstochowy, ale choć uznawałam się za osobę wierzącą, teraz wiem, że wierząca nie byłam. Mało interesowało mnie to, co Bóg ma do powiedzenia w jakiejś kwestii. Nie zaglądałam do Pisma. Oddzielałam życie duchowe od świeckiego i myślałam, że Bóg nie powinien wtrącać się do mojego życia. Wybierałam to, co było wygodne i szłam za tym, co mówił świat.

Nie miłujcie świata
ani tego, co jest na świecie!
Jeśli kto miłuje świat,
nie ma w nim miłości Ojca.
Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc:
pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia.
nie pochodzi od Ojca, lecz od świata.

J 1 2, 15-16

W swojej 23-letniej historii sprzed nawrócenia mam różne kwiatki. Z niektórych się śmieję, innych żałuję, a o jeszcze innych wolałabym zapomnieć. Dla smaku wspomnę tylko, że przez trzy lata chodziłam w glanach i trzy razy byłam na Woodstocku – tak, na Woodstocku, a nie na Przystanku Jezus. Dobrze wiem, co znaczy urwany film w połowie imprezy i wracanie do domu nie o własnych siłach. A Jezus? Przyszedł do mnie po cichu i z taką miłością, jakiej nie znałam wcześniej. Oczarował mnie jednym spojrzeniem swych oczu. Mimo całego bałaganu mojego życia wziął mnie czule w ramiona, nie wstydził się mnie i nie odtrącił. Nie wytykał moich wad, ale zwrócił uwagę na zalety i potencjał, z jakim mnie stworzył. Obiecał, że mnie nie opuści. Tym wszystkim rozkochał mnie w sobie. Totalnie.

I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

Rz 8, 38-39

Spotkanie z Chrystusem odmieniło mnie i moje życie. Już nie chcę wracać do tego, co było kiedyś, bo nie jestem, nie umiem i nie chcę być tą samą osobą, którą byłam wcześniej. Jasne, że nie jest idyllicznie i wciąż zmagam się z grzechami i trudnościami, ale one są niczym w porównaniu z tym, co dostałam od Boga. Cierpliwość, radość, dobroć, miłość, pokój, akceptacja, przebaczenie, bezpieczeństwo to tylko niektóre z nich. A do tego – pewność zbawienia, które jest rezultatem nie uczynków, ale łaski i wiary. Dziś nie potrafię o tym nie mówić.

Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli.

Dz 4, 20

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *